Czy można jeść słodycze na diecie? To jak to jest w końcu? Jak wpływają na uzyskiwane rezultaty? Zanim odpowiem na to pytanie przeczytajcie opowieść o sytuacji, która wydarzyła się niedawno. Mianowicie…

Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie klientka, która miała dość specyficzne życzenie… Powiedziała do mnie tak: „Panie Norbercie, mam tylko jedno życzenie dotyczące diety. Muszę mieć w niej więcej słodyczy niż w poprzedniej diecie, którą stosowałam”. Ja próbując zachować powagę pytam: „Ile Pani chce jeść dziennie tych słodyczy?” Ona: „Przynajmniej dwa, trzy razy. Drożdżówkę i batony, w sumie colą też nie pogardzę, bo inaczej mam chandrę”… Analizując jej odpowiedź zacząłem się zastanawiać czy ona przychodzi do mnie po „rozgrzeszenie” żebym pogłaskał po główce i powiedział, tak dobrze, proszę sobie jeść, a ja tak dopasuję dietę żeby Pani schudła…?

Pozostało mi tylko wytłumaczyć, że niestety, ale w ten sposób nie pomogę jej schudnąć, bo nie mam takich mocy sprawczych. Organizm nie będzie dobrze reagować na pozostałe składniki diety w momencie gdy na co dzień dostarczysz tak duże ilości przetworzonego jedzenia, które chcąc nie chcąc będą zaburzać chociażby poziom glikemii. A jak wiadomo niestabilna glikemia może wiązać się m.in. z większym apetytem i odkładaniem tkanki tłuszczowej. I jeżeli chce to przygotuję dla niej plan żywieniowy z uwzględnieniem niewielkiej ilości słodkiego każdego dnia, ale na pewno nie będzie ich tyle…

Do rzeczy…

Pierwszą podstawową zasadą, aby uzyskać spadek masy ciała musisz dostarczać organizmowi niewiele mniej energii (kcal) niż wynosi jego zapotrzebowanie – czyli musisz uzyskać deficyt kaloryczny. Bez tego nie ruszysz z miejsca!

Czy to oznacza, że jeżeli moje dobowe zapotrzebowanie wynosi 2200 kcal i zjem 4 tabliczki czekolady (po 500 kcal każda czyli 2000kcal) lub jedzenie fast food o podobnej kaloryczności to będę w deficycie i schudnę?

Teoretycznie tak, ale z ogromną szkodą dla organizmu, ponieważ nie oszukujmy się, ale ani czekoladą, ani fast foodem nie odżywisz organizmu. Będziesz mieć kiepskie samopoczucie, wydajność umysłowa na niskim poziomie, nie wspominając już o energii i chęci na trening. Nie idź w skrajności!

Kompromis! Domyślam się, że to cię najbardziej interesuje.

Zasada 90/10

Zasada 90/10 mówi o tym, że każdego dnia 90% kaloryczności powinna pochodzić z czystego, niskoprzetworzonego i pełnowartościowego jedzenia, a pozostałe 10% może pochodzić z produktów wysokoprzetworzonych.

Przykład:

Jeżeli 2000 kcal oznacza deficyt kaloryczny to 1800 kcal wykorzystaj na pełnowartościowe jedzenie, a 200 kcal na dowolne inne – wysokoprzetworzone.

200 kcal to np 6 małych kostek czekolady lub mała porcja sernika wiedeńskiego ok. 80g – idealnego do kawy ;). Tylko uważaj żeby z jednego kawałka sernika nie zrobiły się nagle 3, bo trener przecież powiedział, że można… Masz rozum? Wierzę w to.

Taka ilość wysoko przetworzonego jedzenia z pewnością nie zaburzy znacząco diety, a w niektórych przypadkach może pomóc wytrwać w zmianie nawyków żywieniowych.

Oczywiście zasada 90/10 nie zawsze znajdzie zastosowanie. Należy wziąć również pod uwagę stan zdrowia konkretnego człowieka, a szczególnie osób borykających się z cukrzycą, niedoczynnością tarczycy itp. Nie mniej jednak w przypadku osób zdrowych bez problemu zadziała, polecam wypróbować.

Potrzebujesz planu żywieniowego? Może łącznie z treningowym?
Zapraszam do skorzystania z nowej oferty współpracy online więcej szczegółów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *